Nie cierpię blogów parentingowych.

Blogi parentingowe… kto ich nie zna? Nawet jeżeli nie masz dzieci, jestem pewna że jakiś przypadkowy wpis, nie raz nie dwa – gwałtownie wzmógł w tobie proces gnilny. Jestem przekonana, że ten skutek uboczny obserwowania bloga parentingowego, jest jedyną rzeczą, którą można tam uzyskać za darmo, oprócz dość agrywnej reakcji na negatywny komentarz ze strony psychofanki bloga lub samego blogera. Za resztę zapłacisz kartą Master Card. Jestem jedną z tych osób, do których te wszystkie blogi powinny przemawiać, ale za każdym razem (niezależnie od tego, czego dotyczy temat) moje gałki oczne wykonują gwałtowny manerw cofania, jak gdyby chciały już na zawsze pozostać w tylnej części czaszki. Ta namacalna, fizyczna reakcja, świadcząca o tym że już czas na odwyk, była skutkiem ubocznym moich poszukiwań w celu stworzenia tego skromnego wpisu.

Blogi parentingowe cieszą się wielką popularnością. Wiadomo, większość z nas ma dzieci, lubi się nimi chwalić, ale przede wszystkim większość mam uwielbia beztroską atencyjność innych ludzi, kosztem własnych dzieci oraz życia prywatnego. I ciężko z tym zdaniem polemizować, obserwując zaangażowanie mam w rosnącą popularność nie tylko konkretnego bloga, ale i każdego kolejnego nic-postu. Co do samych blogerów parentingowych – działa to w dwie strony, oni wrzucają zdjęcie z porodu lub opowiadają żarcik rodem z Chwili dla Ciebie, a mamy zachęcone setkami pozytywnych reakcji, robią dokładnie to samo, tylko często gorzej. Szkopuł w tym, że takie komentarze może czytać każdy. Nie trzeba być fanem bloga, żeby od czasu do czasu wejść i kompletnie się odmóżdżyć. Ta parentingowa karuzela śmiechu nakręca się samoistnie i niestety trochę nam ukazuje, co się dzieje z mózgiem kobiety, która staje się częścią… Macierzyńskiego Stadła XXI wieku.

W założeniu blogi parentingowe miały być niekończącymi się sagami o miłości. Tak, to prawda! A co za tym idzie takie blogi miały być pełne szczerych wpisów, porad, wywiadów z ekspertami. I naprawdę nie ma absolutnie nic złego w zarabianiu na pisaniu wartościowych artykułów dla ludzi którzy zdecydowali, że są w stanie wychować najprawdziwszego człowieka na świecie. Ale mamy rok 2017 i blogów parentingowych są setki, dlatego blogerzy stają się coraz bardziej podirytowani i czują presję. Przykład? Na jednym z większych blogów, bloger parentingowy ostrzegał, że spamowanie w komentarzach może zakończyć się banem. Naturalnie chodziło o wrzucanie linków do blogów konkurencji. Ostatnio bardzo modne stało się wrzucanie słodko – pierdzących zdjęć swoich dzieci (często ośmieszających), okraszonych opisami, które wzmagają w ustach posmak słodkiej oranżady z Komunii, powracającej wraz z odruchem wymiotnym po dwudziestu latach od spożycia… Nie wspomnę już o komentarzach w stylu: O ziobać e-cioiciu telaś Jaś myje siobie włośki… Nosz pani kochana, litości!

:V

Blogerzy to tacy celebryci klasy C. Nie liczą się za bardzo w kręgach Wojewódzkiego czy Gessler, ale liczba lajków się zgadza i trudno się dziwić firmom, które pragną umieścić swój smoczek na zdjęciu mamy blogującej. Blogerki często poświęcają swój czas i pieniądze, aby zapłacić za szkolenie jakiegoś przemądrzałego Kołcza, który jedym słowem namawia ich do wrzucania coraz bardziej kontrowersyjnych zdjęć oraz pisania o tym, że są chujowymi rodzicami. Czym więcej ekshibicjonizmu i kontrowersji tym lepiej. I muszę przyznać, że te szkolenia przynoszą określone reakcje, ale również i krytykę mam, które przy czytaniu takich wspisów używają mózgu. Z tą krytyką na blogach, sami blogerzy radzą sobie bardzo słabo. Mogą natomiast liczyć na wsparcie tabunu bezkrytycznych psychofanek, które macierzyńtwo uważają za dobro narodowe i również same nie mają żadnych oporów w wyliczaniu szwów po porodzie naturalnym w komentarzach… czy też wrzucaniu żenujących komentarzy i bardzo, bardzo złych zdjęć swoich dzieci – bo to śmieszne. Droga mamo, blogera nic nie obchodzi wygląd twojego dziecka. Powiem więcej, większość mam w głębi duszy uważa, że ma ładniejsze dzieci. Przykro mi. Oszczędź sobie, blog to nie konkurs piękności. Zresztą piękno to pojęcie względne.

Dla mnie blogi parentingowe już dawno przestały być wartościowe, a zaczęły być żenujące. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego komuś kto uważa się za Liderkę Macierzyństwa, nie wydaje się, że niestosowne jest wrzucanie setek zdjęć swoich dzieci. Od poczęcia do narodzin, od chrztu do pierwszej jazdy na rowerze. Jeśli karmi piersią – koniecznie nago (czy tylko ja zauważyłam że większość blogerek karmi nago?) Bogerki i blogerzy lajfstajlowi (jak się każą teraz nazywać) są hipokrytami. Z jednej strony uczą nas jak zapewnić dziecku bezpieczeństwo w internecie, z drugiej serwują swoim własnym dzieciom, coś w rodzaju filmu Truman Show. Mały Henryk nie ma pojęcia, że jest dopingowany (dopingowany?) przez setki tysięcy e-cioć i e- wujków, że jego mama opowiada właśnie kupowo – spacerkowe anegdotki… Już wcześniej wspominałam, że nie ma nic złego w pisaniu wartościowych, przydatnych artykułów ZA PIENIĄDZE. Nie ma też nic złego w reklamowaniu kilku produtktów (jeśli są naprawdę dobre), ale sprzedaż intymnych chwil swojego dziecka? Czy blogerka, która jest guru wszystkich matek, ma prawo wysyłać tak sprzeczne sygnały? Mam taką smutną koncepcję, że za kompletnym brakiem wyobraźni rodziców stoją również blogerki. To one uznawane są za trendsetterki, to one częstują matki dzienną dawką kupy lub angedotki o Henryku. Naturalnie Henryk nie ma pojęcia, że właśnie jest ośmieszany, ani żadne inne dziecko, którego mały bełcik ląduje w komentarzu. Heheszki prawda? Mam jednak nadzieję, że warto. I że sprzedaż prywatności dziecka (teraz już w coraz to bardziej kontrowersyjny sposób) pokryje koszty jakiegoś grubszego pozwu skierowanego wobec rodziców w przyszłości. Jeśli zwykły rodzic może ponieść konsekwencje prawne z tytułu ośmieszania dziecka, to jestem pewna że źródło inspiracji (BLOGER) również może. Jeśli przyszłoby mi do głowy robić waszą robotę, to pisałabym do matek o ich ostatnim wynalazku: Fanpejdżach poświęconych tylko i wyłącznie ich dzieciom. Kurdebele? POWAŻNIE??? Jeśli uważacie blogowanie za swoją pracę, przynajmniej bądźcie w temacie, zobaczcie co robią wasze czytelniczki zachęcone waszym sukcesem, zamiast na zlocie blogerek wszelakich dyskutować życie i kupy własnych dzieci (o czym wiem z bardzo dobrego źródła).

Najbardziej w blogach parentingowych brakuje mi szczerości. Żenujący mem o zmęczonej mamie, tak naprawdę nie rozwiązuje problemu. Wpis o tym, że macierzyństwo kogoś przerasta, że ktoś nie do końca przemyślał swoją decyzję o posiadaniu dzieci, że wcale nie jest tak kolorowo, to coś co czym boją się pisać blogerki. Nie mają odwagi pisać o tym, jak czuje się samotna matka niepełnosprawnego Henia. Wywiady z czytelniczkami czy publikacja listu, to jest kierunek w którym powinny iść blogi parentingowe. Nie wszystkie kobiety są silne w swoim macierzyństwie, nie wszystkie uda się zadowolić za pomocą różowej papki emocjonalnej w formie gównowpisu. Uważam, że ponosicie dość dużą odpowiedzialność za swoje czytelczniczki, że sprzedajecie im kupę owiniętą w różowy papierek. Wolałabym realnie pomóc pięciu kobietom niż robić papkę z mózgu tysiącom innym, no ale na pewno to piszę, bo zazdroszczę i jestem brzydka. Dobrze, że chociaż mam dzieci! No ale, again…jestem gruba no i nie zarabiam. Ale przynajmniej mogę sobie pozwolić na szczerość, a to bardzo duży komfort.

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

3 comments

  1. Kasia Gosposia · Kwiecień 22

    Do mnie blogi parentingowe również zbytnio nie przemawiają. A już umieszczanie zdjęć z porodu uważam za przegięcie (wiadomo o jakiej blogerce Mowa). Cieszę się, że podjęłas się tematu blogów parentingowych, mało kto ma odwagę napisać prawdę.

    Polubione przez 1 osoba

  2. rudeokulary · Maj 1

    Mam podobne zdanie – wydaje mi się, że rodzice prowadzący tego typu blogi, myślą bardzo krótkowzrocznie. Jasne, każdy chce się podzielić z innymi swoim szczęściem i ma potrzebę pokazywania uroczych bobasów po to, żeby znajomi na fb lajkowali ich zdjęcie, z tym że… Te dzieci kiedyś urosną. Trochę głupio, jeśli za kilkanaście lat ich znajomi wygrzebią z otchłani internetu jakieś kompromitujące wpisy :/

    Polubienie

    • gorszysortkobiety · Maj 1

      Ja myślę, że dzieci blogerów parentingowych będą miały bardzo trudny start. Nikt nie pyta o zdanie dzieci, które są karmione piersią i wrzucane wszędzie gdzie się da. Czas pokaże. Mam nadzieję, że się mylę

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s