Widziałem focha cień – błyskawiczny nieporadnik dla mężczyzn

Odkąd pamiętam mój palec wskazujący wykazywał cechy wielofunkcyjności. I nie chodzi mi jedynie o to, co w tej chwili myślisz, ty śmieszku bagienny. Chodzi o internet odkryty za jego pomocą. O tajemnice kobiecej natury i cały inny niezrozumiały bełkot upośledzonych Wieszczy Internetowych. Z reguły wchodzę  z palcem dla rozrywki. Kończy się to różnie, czasami orgazm czasami ból jak przy kolonoskopii. Od razu po wejściu nasuwa mi się pytanie – czy to dlatego, że jestem kobietą? Naturalnie że tak, przecież ja sama nie wiem czego chcę – zdaje się krzyczeć internet. Kobiety to taka upośledzona część internetowej (jak i realnej) społeczności, zamotana w zeznaniach, niezdecydowana i zagubiona jak ksiądz w halce kochanki…Kobieta to stworzenie nieprzewidywalne i zmienne, należy je trzymać pod kluczem w celach reprodukcyjnych, bo z tym to jednak nie pogadasz, ale przecież można nauczyć kilku sztuczek – Dzisiaj chcę z serem i cebulą Anka!!! I Anka robi z serem i z cebulą…Bo baby nie rozumieją i same nie wiedzą czego chcą i należy traktować je jak dzieci. Należy nimi kierować, bo tak napisali na portalu, ale nigdy nie starać się zrozumieć. Szafkę z Ikei można zrozumieć, ale kobietę? „Też ją można jak tą szafkę, tylko kobieta jest mobilna, w dodatku mówi w innym języku” – Zbyszek lat 31.

Postanowiłam dokonać śledztwa na własną rękę, przeszukując setki stron na Facebooku, dziesiątki blogów prowadzonych przez lepszy sort mężczyzny oraz przejrzeć mnóstwo cytatów i memów z dupy. Chciałam się przekonać, jak ciężko jest zrozumieć kobietę i czy naprawdę jesteśmy aż tak skomplikowane. Czuję, że potężnie nadwyrężyłam swoje zdrowie i trochę boli mnie palec środkowy od rzucania fakami, ale efekty są. Pragnęłam również zagłębić się w umiejętność analizy toku myślenia mężczyzny, trzymając hormony na wodzy (hohoho – hormony!) i odkryć przed wami ultra szybki nieporadnik mężczyzny. Bądź moim gościem i skorzystaj z mojego nieporadnika. Jestem przekonana, że nie tylko nie uda ci się zrozumieć swojej partnerki, ale również przyspieszy to proces jej całkowitej utraty. Jedyne co musisz zrobić to przestrzegać wskazówek wymienionych poniżej:

Po pierwsze – CZYTAJ POJEBANE BLOGI FACETÓW Z EGO OBEJMUJĄCYM KONSTELACJĘ RAKA. Daj się ponieść wyobraźni polskiego Greya, zamnkij jej usta, zedrzyj z niej bieliznę. Daj sobie wmówić, że nie znaczy tak, że ON wie lepiej niż ty, oczyma wyobraźni licz orgazmy autora, albo po prostu mu wirtualnie obciągnij. Jeśli nie masz wprawy, polecam zakup książki tegoż guru dla Suchoklatesów , romantyków 2500 brutto. Pamiętaj jedynie, że prawdopodobnie znajdziesz tam  WIELE SŁÓW, a przecież właśnie z tym mężczyźni mają problem. Ze słowotokiem. To jest właśnie to, co fascynuje mnie w facetach – przeczyta książkę, nie przetrwa kłótni z partnerką. Zamiast tego znajdzie blog dla prawdziwych mężczyzn i zamiast w partnerce, zakocha się w samym sobie lub w autorze wpisu o zawiłości kobiecej psychiki. Nawdycha się taki oparów komentarzy i wróci do punktu wyjścia, z kilkoma dodatkowymi kompleksami. Bhawo ty!

Po drugie – IGNORUJ POTRZEBY KOBIETY. Pamiętam rozmowę z kolegą, który zawsze powtarzał, że co tydzień kłóci się z żoną i ma tego dość ponieważ trwa to już trzy lata. Pytam więc o co się kłócą: Nie wiem, o pierdoły – odpowiada, o szkołę dziecka i o to, że ona chce wrócić do pracy. Ale jak ma wrócić do pracy, skoro ja tyle pracuję? Po drugie nie rozumiem dlaczego marnuje czas na kłótnie, skoro prawie w ogóle się nie widujemy. I o co jeszcze się kłócicie? pytam – No to przecież mówię o PIERDOŁY, jest dobrze jak jest i po co to zmieniać. To jest dość krótki akapit, jednakże bardzo dobitny – chodzi o PIERDOŁY takie jak: życie, dzieci, spełnienie zawodowe partnerki…Blogger mówił, że należy umiejętnie kierować potrzebami kobiet, a ty nie dasz sobie zburzyć TWOJEGO SZCZĘŚCIA. Zresztą ona sama nie wie czego chce. Jesteś pewien?

Po trzecie – POZWÓL, ABY TWOJA MATKA ZAWSZE BYŁA NA PIERWSZYM MIEJSCU. Syndrom wiecznego ssania cyca. Jeśli miałabym zastanowić jaka była najczęstsza przyczyna rozpadu związków w moim otoczeniu, to punkt trzeci absolutnie wygrywa. Na własne oczy widziałam drwaloseksualnych z brodą i tatuażami, których twarze na widok swojej matki, zamieniały się w coś przypominającego euforię srającego ślimaka, stawiającego happy klocka po dwóch tygodniach męczarni. Matki mają na was sposób – karmią kotletem i jednocześnie obrażają partnerkę: Nikt takiego kotlecika synusiowi nie zrobi jak mamciusia!..Schudłeś coś ostatnio, żona ci nie gotuje? A może ona wege?! Bladyś synku, morfologię rób. – Tak mamo. Jak to jest, że przy matkach wam się kurczy, a po powrocie do domu wszystko wraca do normy? Czujesz dokąd zmierzam pączuszku?

Po czwarte – DOMYŚL SIĘ – te dwa małe słowa mają ciebie jako faceta doprowadzić do szału, bo kobieta to taki fochliwy, nieokiełznany bachor. Przynajmniej tak pisze w internecie, a jak coś pisze w internecie, to znaczy że to PRAWDA. W tym przypadku zalecam przeczytanie punktu drugiego, dotyczącego kłótni. Jeśli ktoś powtarza ci to samo przez trzydzieści sześć miesięcy i nie przegryzł ci jeszcze aorty, to się k*rwa DOMYŚL. Księga tajemnic kobiety została przed tobą otwarta. Nikt sobie nie będzie strzępił ryja przez kolejne trzy lata, bo każdy ma swoje granice wytrzymałości. Jeśli jednak DOMYŚL SIĘ jest zupełnie nieoczekiwane, to radzę wyciągnąć kalendarz i zobaczyć o czym znów zapomniałeś – You are welcome, wódka później. Związek uratowany. Bonus za czytanie.

Po piąte – ZNOWU FOCH? – a co to foch? Francuskie danie? Souffle au FOCHmage?…Posłuchaj, coś takiego nie istnieje. Foch nie jest częścią kobiecej natury, ale już nostalgiczne wkurwienie – tak. Chodzi o to, że podczas tego stanu, kobieta analizuje pewne wydarzenia, które miały miejsce dosłownie kilka minut temu – lub co gorsza – nie miały miejsca wcale, a były przez ciebie obiecane i kupa. Szkoda sobie strzępić ryja…W związku z tym powiem tak – nostalgiczne wkurwienie, potocznie zwane fochem, to wewnętrzna analiza związku w mistycznej aurze zdumienia, że się aż tak obniżyło standardy i związało z tobą  🙂  TA DAM! Jak teraz smakuje suflecik? Jak u mamy? Czy może już znajduje się w stanie rozkładu, dokładnie tak samo jak teoria, że kobiety nie da się zrozumieć. Otóż DA SIĘ. Ty się po prostu nie nadajesz do związku. Mam nadzieję, że pomogłam!

Nie znoszę czytania głupot o kobietach i sprowadzania ich do poziomu zdezorientowanej, humorzastej kretynki. No chyba, że aktualnie twoja partnerka odmawia rozmowy z tobą, bo kolor hybryd się nie zgadza lub też jej górna warga wygląda jak dachówka falista. Jaka partnerka – takie ciche dni. Najgorszym problemem mężczyzny, nie jest skomplikowana natura kobiety, ale brak umiejętności słuchania. I jeszcze jedno: Kiedy kobieta dużo mówi, zależy jej. Kiedy przychodzi czas, że już nic nie mówi- jesteś wolny. Halo? Co to za foszek generale Znam Się Na Kobietach? Przestaniesz się odzywać, do pierwszego burczenia w brzuszku?

 

KGS

 

Reklamy

Wisienka na torcie świętej laktacji

W ciągu ostatniego tygodnia internet zamienił się w Bekę z mamuś na forach LIVE. Wszystko odbywało się na żywo. Publiczne komentarze, agresja, hejt ze strony urażonych matek i zmęczonych internautek, które dość mają robienia problemów z niczego. Blogerki prześcigały się w pisaniu o pięknie karmienia piersią, karmiące studentki przeszukiwały internet w poszukiwaniu zagranicznych memów (aby dopiec bezdzietnym), Fejsowe celebrytki szukały fejmu, stając w obronie Matki Polki Karmiącej, nawet panowie szukali poklasku u pań, chwaląc zalety kp (to mnie akurat nie dziwi, są i koneserzy, to naturalne). Pod postami celebrytek przychylnych kp, pojawiły się dziesiątki zdjęć pokaźnych, karmiących biustów i przyklejonych do nich dzieci. Ogólnie Tydzień Karmienia Piersią uważam za wyjątkowo udany, brakowało jedynie jakiejś bójki matek, ale to już wkrótce. Doszła do tego jeszcze sławna sprawa w sądzie o karmienie w restauracji, która (zapewniam Was, nie jest tak czarno – biała jak Wam się wydaje), ale jest to zdecydowanie wisienka na torcie tegorocznej wojny laktacyjnej. Przyjaciółka Żenada wyprostowała mi wszystkie zmarszczki na czole i chyba lekko się odwodniłam, trzymając otwartą ma pół metra japę  przez prawie tydzień. Jedynym plusem tej afery był fakt, że przypomniałam sobie o fajnym sklepie bieliźniarskim i zakupiłam czerwony numer w stylu retro.

Zanim jednak wyjaśnię FEMONEN WOJNY O PUBLICZNE KARMIENIE PIERSIĄ, pozwolę sobie zaznaczyć po raz setny – Jestem ZA KAMIENIEM PIERSIĄ. Ba! Uważam, że to naturalne i oczywiście jestem dumną posiadaczką solidnej pary. Wiem jak wyglądają cyce, są zajebiste w dotyku, ogólnie same plusy. Dodałabym nawet, że taka treściwa parka mogłaby wykarmić dziecko, ale w moim przypadku tylko takie z anoreksją. Nie ukrywam, że zdecydowanie wolę je w innej, mniej szlachetnej funkcji, co potwierdza mój mąż, ja sama i moja bezmleczna para. Według mnie cycki są do zabawy i ja się świetnie bawię! Wolno mi, to naturalne! I jeśli komuś wolno rzucać frazesy w stylu: Cycki zostały stworzone do karmienia! – to jestem przekonana, że i ja mogę mieć prawo do swojej opinii i powiedzieć: Nie w moim przypadku – karmienie piersią nie zajmuje całego życia, zmądrzałam, wolę się pobawić. I tutaj już powoli wkraczamy na podmokły grunt, dalej zwany bagnem, ponieważ większość kobiet się ze mną nie zgodzi. Dlaczego? Otóż w matczynych kręgach rozmawianie o przyjemnościach seksualnych, jest zepchnięte w otchłań pruderii i zapomnienia. Mleczny cycek wnoszony jest na ołtarze, kobietom wydaje się, że dokonują niesamowitego cudu, po czym zamykają się grupach mlecznego wsparcia i niektóre nie wychodzą z tego cało. Istnieją też matki (mały procent, ale na tym blogu to akurat większość, wiadomo gorszy sort…) które karmią lub karmiły piersią, nigdy nie spotkały się z ostracyzmem i dają sobie szansę na bycie sobą. To najrzadszy typ kobiety dzisiejszej ery matek. Są jak gatunek na wyginięciu i za to im należy się największy szacunek. Co ciekawe – istnieje masa kobiet, które NIE CHCĄ lub nie mogą karmić piersią i słusznie mają prawo „dać po mordzie tym”, które w bezczelny sposób wkładają swoje łapy w ich staniki, przekonując że te pierwsze są w błędzie.

Wnioski.

Kamienie piersią jest naturalne i jak to mówią najtańsze – Nie dla każdego. Niektóre kobiety nie mogą sobie pozwolić na luksus pozostawania w domu na utrzymaniu męża, przez kilka długich lat Muszą pracować. Gadżety wspomagające karmienie (środki higieniczne, maści, nakładki, laktatory, ziółka o wątpliwej skuteczności, staniki, poduszki do karmienia, torebki do przechowywania mleka…) to tylko niektóre rzeczy, za które trzeba płacić. O bibelotach w stylu biżuteria z mleka już nie wspomnę, ale co kto lubi. I na co kogo stać. Istnieją matki, które cenią sobie kupowanie rzeczy dla dziecka i siebie, ze swojej własnej pensji. Szokujące prawda? Istnieją matki, które nienawidzą karmić piersią, a swoje dzieci kochają nad życie. I poddaję w wątpliwość teorię laktywistek, że są gorsze. Są przede wszystkim odpowiedzialne – czasami NALEŻY zrezygnować. Tak należy. Spotkałam się z przypadkami zdesperowanych matek, które walcząc o laktację, głodziły dzieci. Nikt nie ma prawa w XXI wieku, nakłaniać kobiety do karmienia piersią lub karmienia za wszelką cenę. Każda kobieta ma prawo o decydowaniu o swoim własnym ciele bez przemocy psychicznej ze strony osób trzecich, które nie dopuszczają możliwości karmienia mlekiem modyfikowanym z wyboru. Promocja Karmienia Piersią, nie jest już tylko częścią promocji zdrowia. Jest swoistą wojną przeciwko kobietom, która ma na celu zamknięcie kobiety w swojej własnej biologii, zredukowanie ich do roli matek i maszyn do karmienia. Osłabienie roli kobiety w społeczeństwie oraz uniemożliwiony powrót do pracy to tylko kwestia czasu.

Jesteśmy świadkami WIELKIEGO POWROTU DO NATURY – zauważcie jak systematycznie niszczone są matki, które nie karmią piersią z wyboru. Wszystkie te (powiedzmy sobie otwarcie: p*jebane blogi laktywistek), wmawiające kobietom, że jedynie karmienie piersią wzmacnia szczególną więź pomiędzy matką a dzieckiem – to plaga. Tak, istnieje grupa kobiet, która otwarcie wmawia innym kobietom, że ich dzieci będą je mniej kochać, bo nie wytwarza się ta cudowna więź…więź której ty matko mm nigdy nie zaznasz. Ma to zaostrzyć twoje poczucie winy, że nie dałaś dziecku tego co najlepsze. Kto by się przejmował godnymi warunkami do życia dla dziecka, edukacją, wakacjami czy relacją z mężem, który dzielnie wspierał się podczas ciąży i krótko mówiąc – tęsknił. Kto ci uwierzy, że nie dałaś rady, pomimo że zrobiłaś dosłownie wszystko lub po prostu wybrałaś inna drogę? Najważniejsze, że karmisz, że jest kropla, że się poświęcasz, że stawiasz siebie (i jego) na drugim miejscu, że dusisz w sobie potrzebę uwolnienia się od przedłużonej ciąży. Nieważne, że masz depresję, to przejdzie – musisz karmić piersią. Nikogo nie interesuje twoja kondycja psychiczna. Po zamknięciu internetu, zostajesz z tym wszystkim sama i jedyne co chcesz zrobić, to zniknąć. Jakie to samolubne, nie słuchać krzyku głodnego dziecka. W głowie słyszysz, że mlesio jest lekiem na wszelkie dolegliwości, a ty się chcesz pozbyć tego cudu, bo nie nadajesz się na matkę. Jeśli wybrałaś modyfikowane, w świecie matek jesteś marginesem społecznym, którym powinien zająć się MOPS, a mleko modyfikowane powinno być tylko i wyłącznie na receptę. Ty leniwa suko.

Karmienie piersią jest piękne i po ośmiu tygodniach się unormuje – gówno prawda. Nie dotyczy to wszystkich kobiet i do cholery, co to za stwierdzenie, że mlesio jest w głowie? W czyjej głowie? Chyba laktywistki, bo mnie nic mlekopodobnego z uszu nie wyciekało, a mam dwoje dzieci. Po urodzeniu pierwszej córki , przeleżałam tydzień w szpitalu. Podczas gdy matki odciągały hektolitry mleka, moja butelka zobaczyła kroplę rozpaczy, spływającą na dół niczym sraczka nietoperza, ale byłam zdeterminowana. Moje ukochane balony miały rozmiar dwóch kul ziemskich, w szpitalu otrzymałam duże wsparcie i elektryczny laktator #dżizas ! Pompowanie słychać było w sześciu ościennych wsiach, dzień i noc, noc i dzień, a dziecko traciło na wadze. Nie pomogło wsparcie pielęgniarek, nie pomógł laktator, nie pomógł krzyk głodnego dziecka. A nie wait – pomógł, bo po dziesięciu tygodniach gehenny zaserwowałam mleko modyfikowane i po raz pierwszy ujrzałam dziecko w kolorze cielistym. Przez dwa i pół miesiąca moja córka była purpurowa od płaczu. Nareszcie mogłam się nacieszyć szczęśliwym dzieckiem, którego twarz nie była umazana w mojej własnej krwi. I nie będę tu wspominać o bólu nie do zniesienia, wydanej kasie na silikonowe nakładki, fakturze ze szpitala, maściach, lipcowym upale, mleku na koszulkach o zapachu tak obrzydliwym, że na samą myśl chce mi się rzygać. Jestem pewna laktywistko, że robiłam to źle – ty posiadasz tajemnicze taśmy z nagraniami, które następnie przekażesz do Mlecznej Prokuratury…bo wiesz lepiej, bo wiesz co czuło moje dziecko. MOJE DZIECKO i ja. I doprowadza mnie do szału wykorzystywanie kobiet, które cierpią na poważne rozchwiania hormonalne, pragnące dobra swojego dziecka, wpadające w sidła sfiksowanych laktywistek. A jeszcze bardziej rzuca mną z obrzydzeniem widok pseudo feministek, które nie dostrzegają laktoterroru i dyskryminacji tysięcy kobiet, które wybrały inną drogę. Srają tylko pustymi frazesami o dyskryminacji kp, którego promocja pochłania masę pieniędzy i które do kurwy nędzy już promocji nie potrzebuje! Kilka z tych debilnych komentarzy pań uchodzących za celebrytki, powtarzają najbardziej agresywne matki. Oto one, jako bonus postanowiłam się ustosunkować:

Jak ci się nie podoba, to odwróć wzrok – Błagam zrób to samo. Zejdź ze stron internetowych i for których nie lubisz. Przestań zachowywać się agresywnie, poniżając samą siebie i dziecko, które prezentujesz na zdjęciu profilowym. Wyobraź sobie taką sytuację. Idziesz do ginekologa, siadasz i zauważasz, że ten nie ma butów i skarpet. Gołe stopy są całkiem naturalne prawda? Ale patrzysz na stopy jak zahipnotyzowana, nie zadając zbędnych pytań. Wszyscy jesteśmy ludźmi i siłą rzeczy patrzymy. Dla ciebie lekarz bez butów to ewenement, a dla kogoś innego, taką rzeczą może być na przyklad odsłonięta brodawka. SZCZEGÓLNIE dla dorastających dzieci, ale moje są mniej ważne prawda? Jest zasadnicza równica, pomiędzy karmieniem w otwartej przestrzeni, a restauracją czy pociągiem. Nie masz wyjścia, siedzisz – patrzysz. Zrób to z godnością, nikogo nie razi widok karmiącej matki, ale całkowicie odsłoniętej piersi. Wszystkich nas obowiązują pewne zasady, więc jeśli ja uczę starsze dzieci jak się zachować w restauracji, dlaczego ty nie możesz się zachować dyskretnie? Masz jakieś szczególne prawa? Kto ci je dał, Papież?

Tak. Papież powiedział, że mogę karmić w kościele – Super. Karm swobodnie, jedyne miejsce do którego nie chodzę. Ale nie zapomnij, że Papież gorliwie wspiera przyjmowanie imigrantów, chyba że jesteś hipokrytką? Nie? Czy to oznacza, że traktujesz nauki Głowy Kościoła wybiórczo? Przecież jeśli jesteś wierząca, powinnaś świecić przykładem, mylę się? To jak będzie? I na koniec – jak udaje ci się obmyć pierś w kościele  przed podaniem jej dziecku? Wodą święconą?

Bo modelki robią sobie zdjęcia w bikini i można je oglądać w centrach handlowych i to jest ok! A cycek nie! – Różnica pomiędzy cyckiem modelki, a twoim polega na tym, że z cycka modelki na zdjęciu nie wycieka wydzielina. Jeśli tak bardzo przeszkadza ci epatowanie nagością, to idź do zarządu firmy i zażądaj usunięcia plakatu. Sprawy sądowe są teraz na topie, nie mogę się doczekać. Tylko nie wklejaj zdjęć modelek które karmią piersią, bo to zdziry bez wstydu. Nie bądź hipokrytką, te babska karmią, a za pięć minut idą na wybieg. Wyobrażasz to sobie? Oszukały się.

Bo na obrazie Maryja karmiła i to jest piękne – Poczucie piękna to kwestia gustu. Mnie osobiście podobają się rzeźby rzymskich młodzików z przyrodzeniem na wierzchu.To już nie jest sztuka, bo nie ma bobo i cynia?

I na koniec. Żadna kobieta nie powinna być zmuszana lub manipulowana przez inne osoby, w kwestii dotyczących jej własnego ciała wbrew jej woli, czy to w kwestii karmienia, seksu czy ciąży. To są prawa człowieka. Trzy lata temu leżałam w łóżku szpitalnym obok swojej drugiej córki, która dopiero co przyszła na świat. Godziny odwiedzin w szpitalu miały być ściśle przestrzegane, więc siłą rzeczy najbliższa rodzina chciała ją poznać. Po krótkiej wizycie, został tylko mąż. Do końca odwiedzin pozostało kilkanaście minut. Nagle kotara szczelnie odgradzająca moje łóżko szpitalne, rozsunęła się bez pytania i wparowała laktywistka z wełnianym cycem – zabawką w ręce. Pękałam ze śmiechu i grzecznie poinformowałam, że wolałabym ten czas spędzić z mężem i że nie będę karmić piersią. Wyszła, ale niechętnie. Kolejnego dnia wróciła z górą ulotek. Tłumaczyłam ponownie, że nie mam zamiaru karmić piersią. Laktywistka poczerwieniała. Zapytałam skąd te nerwy i czy jeśli mnie nie zmusi to straci pracę. Prawie słyszałam dźwięk otwartego noża w kieszeni cycotrenerki. Wstałam z łóżka, podeszłam do niej i odprowadziłam za ramię do drzwi sali: Nie dziękuję. Spędzam czas z rodziną, która jest ważniejsza od  laktopropagandy. Na przyszłość proszę o więcej wyczucia. Znikła gdzieś za ręcznikami i już nigdy jej nie widziałam.To nie karmienie jest problemem innych ludzi, tylko sposób w jaki karmimy w miejscach publicznych. Jeśli robimy kretyńskie akcje typu karmiące cyce na ulice, to siłą rzeczy ściągamy na siebie uwagę wszystkich, nie tylko zwolenniczek kp. Istnieją osoby, którym niekoniecznie musi się podobać czyjaś celowa nagość, bo w samym karmieniu piersią nie ma nic złego . A jeśli chodzi o czołowe polskie laktywistki, to polecam hasło: Masz wybór – jest szansa, że będziesz karmić piersią. Służę pomocą. Proste prawda? Tylko hajs się nie zgadza. Pani, która podała do sądu restaurację, jeśli wygra, proszę o dotrzymanie obietnicy. Powiedziała pani, że robi to pani dla wszystkich matek karmiących. Dziesięć tysięcy do podziału na grupie. Jestem pewna, że inne mamy  ucieszą się z sukcesu tej pani, która zapomniała dodać, że zostało jej zaoferowane krzesło w ustronnej części sali i o tym, że była wulgarna w stosunku do kelnera, który w końcu zaoferował jej toaletę…No chyba, że robi to dla hajsu, a świadkowie kłamią? „Słowo przeciwko słowu” droga pani? Życzę powodzenia w dzieleniu się kasą. 

Nie chodzi o karmienie – chodzi o syndrom świętej krowy. Cycek to nie dobro narodowe, ale szacunek w stosunku do innych już tak. Co dla was jest święte, dla innych nie ma znaczenia. Obrazek Matki Boskiej zostawcie sobie dla siebie. Nie każdy karmi piersią i nie każdy wierzy, bo ma do tego prawo. Idę się teraz pobawić biustem, BO MI WOLNO 🙂 a tym które żyją w poczuciu winy, bo nie karmią, radzę cieszyć się swoją wolnością, uśmiechem dziecka i związkiem bez wyrzeczeń.

 

 

 

 

 

Osiemdziesiąte czyli era Młode Tłoki.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że mentalnie dobijam progu wieku średniego. Jezu jakie to jest przerażające… tu jeszcze dupa chodzi jak u nastolatki w rytmie najnowszego hitu dysko, pani od kosmetyków pyta mojej córki czy SIOSTRA chce rozświetlasz w promocji, a seksowny sprzątacz z mojej firmy często się do mnie uśmiecha. A tu czas umierać…

TAK NIE BĘDZIE! Myślę sobie codziennie. Nie wiem co sobie wyobrażała moja moja matka, żeby mnie urodzić w wieku dwudziestu siedmiu lat. Mogła zaczekać jeszcze z dziesięć lat, wtedy miałaby trzydzieści siedem, czyli o rok więcej niż ja sama, a ja dwadzieścia sześć i zero zmarszczek. Z tym że  ja uważam, że po trzydziestce wiemy wszystko co jest nam w życiu niezbędne, oraz to czego za Chiny Ludowe nie powinnyśmy wiedzieć. Dżizas! Co zatem wiemy w wieku zaraz przed kryzysem? Przede wszystkim mamy świadomość tego ile czasu zmarnowałyśmy na zamartwianie się swoim wyglądem, pracą i znajomymi. Teraz każdego ranka w łazience posyłam sobie uśmiech nienormalnej foki, obserwując swoje własne powieki, których skóra dzielnie nie podąża za pędzelkiem do makijażu. Jeszcze nie podąża, ale wszystko przede mną. W łazience w kubku zamiast sztucznej szczęki, dumnie prezentują się szczoteczki do zębów, jedna jest nawet z wibratorem, ale ta nie działa. Uważam, że wszystko jest ok, dopóki nie muszę nakładać masakrycznej ilości filtrów z Instagrama, kreując tym samym zdjęcia pasującego na pomnik w parku sztywnych. Mało tego, uważam że mam przewagę umysłową dyskutując z gimbem na temat tego co się dzieję na świecie i nic mnie tak nie śmieszy jak młode laski, operujące lajkami jak wytryskiem, bo zza psich uszu i mordki nic nie widać i źle interpretują dyskusję.W ogóle źle wszystko interpretują, a to dlatego, że poza internetem zasadniczo nic więcej nie mają. Smutek. Hau hau!

Dzieciory internetów…co one wiedzą, o dystyngowanym pokoleniu lat osiemdziesiątych, kiedy to z ziomkami piło się wódkę z migacza od Malucha, albo jak to prawdziwej damie przystoi – ze skorupki od jajka. Co te dzieciory wiedzą o linii kosmetyków Constance Caroll, albo o uczuciu ekscytacji na widok perfum Aspen lub Adidas, które z dumą wręczało się jakiemuś wieśniakowi, tylko po to żeby potem żałować wydanych pieniędzy, bo okazywało się, że ten w zamian chciał cię zaprosić do PIZZERNI w mokasynach firmy Szelest i w tureckim sweterku. O białych skarpetach już nie wspomnę. I o słomie…

Kolejki nie były wbrew pozorom domeną wczesnych lat osiemdziesiątych. Ja na przykład stałam w kolejce w Gminnym Ośrodku Kultury, żeby dotknąć komputera Atari, albo obejrzeć z ziomkami Rambo na wideło, a po seansie zapytać specjalistę od tego wynalazku, co jest na drugiej stronie kasety…tak, tej wideło. Fejm instant, gromkie brawa, Akademia Policyjna i cycki Samanthy Fox na plakacie na pocieszenie. Czasami stało się trzy godziny w kolejce żeby zagrać w PacMana. Dzieciory… co one wiedzą o laskach, które wychowały się bez internetu? W latach osiemdziesiątych żeby zaistnieć trzeba było mieć osobowość (niesamowite prawda?) Pierwszych skrzypiec nigdy nie grali debile, tylko miejscowi kabareciarze. Palenie dowcipów groziło wykluczeniem ze stada, tak samo jak szybkie upijanie się. Nie po to łykało się surowe jajko, albo jadło rosół przed weselem, żeby nie doczekać kankana o szóstej rano i kolejnej flaszki…Zamiast Bóg Honor Ojczyzna, mówiło się: Nie „filozuj” tylko polej! Albo kąpiele nocą w jeziorze (nikt nie utonął, bo by nas matka zabiła). Pamiętam kolegę, który wyskoczył z zimnej wody, trzymając klejnoty w rekach, a z jego ust płynęły słowa piosenki: Niewiele ci mogę dać! Niewiele ci mogę dać, bo sam…niewiele maaaaam!.. Teraz wystarczy zdjęcie roznegliżowanej psiochy, albo górna warga nafaszerowana kwasem do tego stopnia, że wygląda jak dachówka falista spoczywająca na brodzie. Nie ma mowy o osobowości, chodzi tylko o to, co taka trzyma w łapie. I nie mówię tutaj o kosmetykach.

W końcu dożyliśmy lat dziewięćdziesiątych, niedzielnego Disco Relax i przeludnionych mikrobusów z kierowcami, którzy grali te szlagiery. Pamiętam, że te środki lokomocji miały przyczepione kolumny wielkości pralki, bo DJ Kierowca nigdy nie miał dosyć Shazzy. Człowiek nie mógł się doczekać, żeby posłuchać sieczki 2Unlimited, albo Doktora Albana. Bo myśmy czuli potencjał. Zachód wchodził do nas głównymi drzwiami…niektórzy słuchali polskiego rocka, ale wtedy trzeba było farbować szmaty na czarno i zapuszczać włosy. Niektórym laskom było ciężko, bo nie wiedziały, że trwała i rozjaśniacz nie idą w parze. Z reguły włosy wyglądały jak ściernisko, czasami też bywały zielone, bo się zachciewało chloru i splendoru na basenach i polowania na ratownika. Wtedy też masowo znikały brwi. Do tej pory Karyny zazdroszczą nam kształtu denka od jabczanki, potocznie zwanej winem marki wino. I te tipsy z Kiosku Ruchu za dwa złocisze…niech je szlag trafi. Jak jeszcze prawa ręka wyglądała w miarę przyzwoicie, to już lewa miała paznokcie osadzone we wszystkich kierunkach świata. O liniach papilarnych przeniesionych na lakier wraz z Kropelką nie wspomnę. Skóra odchodziła jak złoto. Razem z paznokciem.

Ale warto było. Dlaczego? Bo tak się składa, że umiemy więcej. Koleżanka na przykład zbija krocie na kieckach robionych na szydełku. Zwiedziła świat. Hoho hihi? Nie sądzę. Jej psy i dzieci zwiedziły więcej świata niż typowy Mirek kierowca tira. Ja z kolei lubię wiertarkę. Nie ważne jak wchodzi, ważne że słychać. A w zaciszu domowym bez zbędnego rozgłosu, prowadzę kilka stron, które na co dzień Was śmieszą. Bo warto mieć życie, żeby potem coś napisać. Czyli krótko mówiąc, jesteśmy wyzwolonymi, wspaniałymi kobietami, które znają swoją wartość i są dojrzałe. Więc moje pytanie brzmi:

Doświadczenie, doświadczeniem, piniądz pinądzem, populistyczne hasła o godnym starzeniu swoją drogą, ale…jakie serum pod oczy polecacie? W razie jakby się hajsy w worach nie mieścili?

 

 

 

 

Liga Prawdziwych Matek

Kiedyś szukałam pomysłu na to, jak czytać „matkowe” fora i nie osiwieć lub przynajmniej się nie zdenerwować. I wpadłam na pomysł, że Mark C. pomysłodawca Facebooka, mógłby podkładać infantylne głosy pod wypowiedzi najbardziej sfrustrowanych jednostek. Analizując polemiki tych najbardziej zdeterminowanych i wściekłych, wymyśliłam sobie, że dubbing mogliby robić aktorzy lub celebryci. Być może byłoby to najlepszym wynalazkiem, wynagradzającym nam kabaretowy banał ostatnich czasów (jakby co, to ja to wymyśliłam!).

Wyobraźcie sobie Bożenę Dykiel wygłaszającą dywagacje o śluzie, albo Krystynę Czubównę , która z całą powagą odczytuje post dotyczący ociotania dziecka przez sąsiadkę. Jako bonus audycji, Czubówna musiałaby przebrnąć przez wszystkie literówki oraz słownik ulicy, o ortografii już nie wspomnę. Chyba ryknęłabym śmiechem , biorąc udział w relacji z porodu na żywo, wspomaganym głosem Dody ( kochane kocham Was, rozwarcie na dwa palce iiii nieee daaaj sięęęę, tralalalalala! ała kurwa, dziewczyny napiszę trochę później…wypierdalaj mi z tą kamerą Misiek jak rodzę, no jebnięty jakiś! Doktoraaaaaa!!!), albo lepiej – relację z poczęcia, okraszoną najbardziej infantylnym głosem świata, głosem SexMasterki (tutaj ma Mysia muszelkę mój Bziku! Ooooj chyba będzie z tego fasolinka…tak tu mnie gładź, ogierze!!!). Czy Facebook nie byłby piękniejszy?

Oczyma wyobraźni widzę miliony monet dla Marka…salwy śmiechu…łzy radości…rozmazane makijaże słuchających kobiet… oraz grad Oscarów na corocznej gali, za najlepszą rolę pierwszoplanową w kategorii Macierzyństwo LIVE…ale cóż, każdy może sobie pomarzyć…Póki co, czytając używam swojej wyobraźni. O wiele łatwiej jest czytać herezje w towarzystwie obsady z Samych Swoich.

Z własnego doświadczenia wiem, że macierzyństwo to ruletka i albo wniesiesz do netu cały bagaż emocji, albo tylko palec. Kobiety z dziećmi dzielą się na dwie grupy. Pierwsza grupa to matki, a druga to Liga Prawdziwych Matek. Te drugie, poza jedyną słuszną misją nie widzą sensu swojego istnienia (poza Fejsem oczywiście). Czasami w ferworze kłótni, zdaje się słyszeć ich hasło przewodnie: Matka rządzi, Matka radzi, Matka nigdy cię nie zdradzi! (tutaj akurat słowo Seksmisja pasuje jak ulał, bo ich życie po dziecku się po prostu zatrzymuje). Są jak zwarty Batalion Mleczny sztandaru Nieokiełznany Hormon, gotowy uderzyć pociskiem doświadczenia, a nawet zdyskredytować cię jako matkę! Albo jesteś w sekcie, albo nie…BO NIE DA SIĘ BYĆ MATKĄ TYLKO TROCHĘ!!! Zresztą… sposób w jaki urodziłaś ma tutaj znaczenie, przecież cesarka to formalnie wydobycie lub wycięcie wyrostka, więc jedynie twoja heroiczna walka o nektar zwany Mlesiem, jest w stanie wkupić cię w zaczarowane kręgi tej zakręconej ligi. Ponadto, aby zostać zaakceptowaną, będziesz musiała urodzić jeszcze jedno – siłami natury! Najlepiej na kamieniu lub po prostu w krzakach i to bez znieczulenia! I wtedy możesz siebie nazwać prawdziwą kobietą, nawróconą członkinią Ligi Prawdziwych Matek. Słyszysz ten podkład muzyczny w swoich uszach?  To nie sen, to rozpoczęcie gali Oscarowej, oznaka awansu społecznego, wkroczenie do świata wybranych! Powiem tak – WARTO. Głównie z tego powodu, że będziesz mogła liczyć na wsparcie, niezależnie od poglądów ( pod warunkiem, że nie miałaś cc i karmiłaś piersią co najmniej do matury. Nie, nie swojej. Swojego dziecka). Misterium porodu naturalnego, da ci przepustkę do świata, o jakim wcześniej nawet nie marzyłaś. Przykład: idziesz ulicą z wózkiem, z którego dumnie zwisa czerwona kokardka. Gwarantuję ci ona kojący, pełen zrozumienia uśmiech innej matki. Takiej z kokardką w widocznym miejscu rzecz jasna. W końcu tylko te z Ligi wiedzą o co chodzi z tym misterium ozdób choinkowych, na które moda trwa przez całe lato. Taki znak rozpoznawczy jak czerwony sznurek na nadgarstku u Maddony. Czujesz to? Wiesz jaki to splendor?

Na hasła typu: rodziłam tydzień, tylko dwa szwy lub nie trzymam moczu i jestem z tego dumna – liczniki lajków będą musiały być zresetowane. Facebook tego nie wytrzyma. Na forach – wsparcie i zrozumienie, miliony komentarzy za sesje brzuszkowe w szadzawce lub bagnie. Jako bonus – obrona na forum przed leniwymi podróbkami matek i co najważniejsze – masz wygrane wszystkie konkursy. Żebrolajki posypią się znikąd, wystarczy poprosić. Słowem – JEDNOŚĆ. Zrozumienie. Wspólny cel. Bogactwo i darmowe próbki kosmetyków, zwalczających tygrysie paski ( nie wiesz, że chodzi o rozstępy? Ano właśnie…)

Wrzucanie nagich zdjęć swojej pociechy na wielotysięczne fora, które gwarantują prywatność twojemu dziecku, bo admin nie wierzy w złych ludzi, to jeden z bardzo licznych przywilejów. Zresztą każda matka wie, że zdjęcia dzieci kumulują najwięcej lajków. Takich rzeczy nie osiąga się na nudnym profilu, tylko w Lidze! Czy ja już słyszę nieśmiałe tak?  Jeszcze nie? To posłuchaj: Będziesz nazywana kochaną mamusią, zanim jeszcze twoje dziecko zacznie mówić. Osiągniesz tytuł doktora medycyny, zanim jeszcze rozpoczniesz gimnazjum. Jako członkini Ligi, będziesz mogła pisać prywatne, przepełnione wolą zmiany poglądów oponentki, soczyste wiadomości prywatne z groźbami (matki to urodzone psycholożki). Będziesz mogła krytykować każdą kobietę, która nie planuje dzieci lub nie wychowuje ich zgodnie z zasadami Ligi. Protestujesz? To posłuchaj:

A MOŻE TAKIEJ PUSTEJ SZLORZE JAK TY, WYDAJE SIĘ, ŻE JEST LEPSZA? OBYŚ DZIECI NIE MIAŁA!!! BĘDZIESZ MIAŁA DZIECI, TO ZMIENISZ ZDANIE! BĘDZIESZ SIĘ ZASTANAWIAĆ W KTÓRĄ STRONĘ DZIECKU DUPĘ PODETRZEĆ! I TRZY CHUJE W BOK OD MOJEGO MEJSONA! – ( dubbing – Krystyna Pawłowicz)

Dla takich internetów, warto żyć  🙂

 

 

Specjalistki od wszystkiego

Mam kilka koleżanek (no dobra miałam), które są specjalistkami od wszystkiego. Czasami z nostalgią wspominam czasy „głupczęce” i czytanie Bravo Girl. Nie pamiętasz? Powiem ci. Bravo Girl (tygodnik dla dziewczyn) miał dwie strony o seksie, a matki sklejały je Butaprenem i waliły w nie gwoździe, żebyśmy nie czytały o miesiączce, pierwszym razie i tamponach. Tak. Żaden z tych tematów nie dotyczył nastolatki, to oczywiste. Jeśli domowa batalia nie toczyła się o Bravo Girl, to dla równowagi chodziło rekolekcje, a ściślej mówiąc o brak chęci brania w nich udziału…ale do czego zmierzam. W tamtych czasach każda z nas starała się być indywidualistką, starała się inaczej ubierać czy chodzić na inne zajęcia. Łączyło nas jedno – przyjaźń. Na tym etapie nie było mowy o wojnie macic. Być może zdarzały się pyskówki, ale wiadomo – okres dojrzewania to turbulencje mózgu. Z resztą…dość szybko sobie wybaczałyśmy, bo przyjaźń miała jakieś znaczenie. O dziwo szanowałyśmy swoją odmienność. Do czasu.

Babskie spotkania są fajne.

Szczególnie wtedy, kiedy twoja twarz siedzi jeszcze na miejscu i do zrobienia wspólnej fotki wystarczają tylko trzy różne filtry. W sumie jeśli chodzi o charakter, to chyba niewiele mogło się zmienić, prawda? Błąd. Mogło. Twoje koleżanki ewoluowały. Niektóre zmieniły się nie do poznania. Jezus Maria!!! I wcale nie mówię o wyglądzie!

Na początku spotkanie odbywało się w miłej atmosferze wspomnień, ale po wypiciu kilku drinków, z kobiet z klasą wylazły smoczyce z jamy zwanej życiem. Czym bardziej słuchałam ich polemik, tym szybciej opracowywałam plan ucieczki. Okazało się, że przy stole zasiada liga mistrzyń od wszystkiego. Liderki życia, seks-kołcze, stylistki, lekarki, fitness guru, dietetyczki, trendsetterki, wszechmatki, encyklopedie wiedzy oraz redaktorki kolumny  Jestem Gwiazdą. W jaki sposób akurat ja stałam się celebrytką owej kolumny, nie wiem. Ale postaram się to wam przybliżyć.

– Kasia, nie obraź się (oho, zaczyna się), ale ja jestem po kursie dietetyka. I tak patrzę i patrzę i nie obraź się…ale wiem co jesz, bo widzę gdzie ci się odkłada. Ten zawód to moje powołanie. Kocham to i powiem ci, że sama ułożyłam sobie dietę i patrz. Są wyniki. Nie chwalę się, oczywiście że się nie chwalę, ale Kasia nie męczy cię to? Bądź szczera. Tak patrzę na to co jesz (trochę to niezręczne, bo Kasia to ja, a akurat kończyłam pizzę) i wiesz – TO NIE JEST TWOJA WINA – i wbiła we mnie swoja ślepia – musisz to sobie powtarzać – I co i jeść? – Nie, Kasia i medytować…Wiesz są techniki, są sposoby…człowiek może osiągnąć wszystko. Wystarczy chcieć. Czytałam jedną książkę i widziałam dokument. I to odmieniło moje życie…

– Ale zaraz, zaraz (wtrąca druga) a witaminy? Najpierw trzeba uzupełnić braki w organizmie i  wtedy dopiero można pomyśleć o diecie. Duża dawka witaminy C działa na wszystko. Są udowodnione przypadki wyleczenia raka. Z tym, że Kaśka w tym wieku… ( dżizas – mam raka, dżizas jestem stara), powinna brać odpowiedni zestaw witamin i owszem dieta dietą, ale jakiś suplemencik by jej pomógł. Witaminy i minerały to najważniejsza sprawa, wiem bo mój małż (who?) miał problemy z erekcją, a teraz to wiesz…Sztywny Pal Azji hohohoho! Ale nie martw się Kasia! Mam specjalną grupę na Fejsie i tam sprzedajemy suplementy i zioła. Polecam kurację czystkiem, a dopiero potem dietę. W sumie po czystku i tak ci się wszystko ureguluje. Potem zestaw witamin i masz z górki.

– Ty jej tak nie krytykuj (o jest i głos rozsądku), może problemy z erekcją twojego męża to wina tego czystka, albo innego kwiatka hahahahahha! Jezu co za głupie baby, Kasia nie przejmuj się. Na nadwagę najlepszy jest seks. Wiesz ile można stracić podczas seksu? Nie? A powiedzieć ci? W chuj! hahahahaha, no szczę! Kasia słuchaj, ja chodzę na takie spotkania o seksie, później dam ci link. I słuchaj to jest rewelacja. Co one tam pokazują, co można z Filipkiem wyczyniać – Myślałam, że twój mąż to Darek – No tak, ale my tak wołamy Filipek wiesz na co…W każdym bądź razie jestem już w grupie średnio-zaawansowanych. Ta metoda polega na tym , że robisz z językiem to, co byś robiła ciałem podczas tańca na rurze. Czyli wibracje, zygzaki, wiesz piersi, ruchy okrężne. Całkiem inny wymiar. Polecam kochana, bez diet bez stresów same plusy. I nie trzeba tyle ćwiczyć, a to zajebisty plus! Dobra, zmieńmy temat!

– Ale się naebałam (tutaj akurat nic się nie zmieniło). Ja to mojemu w ogóle hik! sorki. Ja to mojemu podnoszę skórkę pod prysznicem i myję pod spodem hik! sorki. Bo wiecie oni to nie myją tylko płuczą. Sorki Kasia, chciałaś deser? – A nie, nie dzięki. Teraz to już na bank jestem na diecie – A to sorki. Ale do czego zmierzam dziewczyny że…że do tego, że oni nie dbają. Chłopakom moim też pościągałam napletki…ironia losu. A kiedyś bym palcem nie tknęła, a masz syna Kasia? – Nie – Ale męża masz. To mu tam wejdź do łazienki i zobacz. I mówię ci, że on nie dba tylko płucze. Takie są właśnie chłopy hik! sorki, mnie jak raz czkawka chwyci, to pół godziny z głowy, a nawet pijana nie jestem. W każdym bądź razie seksy seksami, a o higienę trzeba dbać. Może kelner ma banana to bym ci pokazała kluczowe miejsce, ale go nie ma go tego kelnera…Bo wiesz…moje chłopaki zadbane są i nie mam się czego wstydzić. Sorki, że taki offtop, ale jest tak jak mówię dziewczyny. Powaga.

– Kurdę nie macie o czym gadać, specjalistki z dupy. Kaśka! Jednym słowem trening! Trenindżek! Widzisz te uda? Arbuza bym zgniotła! Wiesz, ja zawsze ćwiczyłam, ale nie wiedziałam, że endorfinki mi dadzą takiego pałera – KACHA! Nie słuchaj ich! Pięć posiłków dziennie i wymiatasz! Jakbym ja była twoim personalnym, to bym gówno z ciebie wycisła chamico ty hyhyhyhy! Najpierw rozgrzeweczka przed porannym treningiem, potem dwa jajka, a po śniadaniu na lajcie napierniczasz pompki! Pędziłabyś szosą jak bura suka hyhyhyhy! Zero kawy, zero niczego tylko trenindżek! I dupa nie rośnie! Wpadnij do mnie na mierzenie i ważenie i zobaczysz ile będziesz musiała spalić tygodniowo – Właśnie chce mi się palić. Zaraz wracam.

Wyszłam. Miło było nie być w centrum uwagi choć przez pięć minut, a przy okazji walnęłam sobie przy barze za zdrowie wszystkich nieidealnych. Kiedy okazało się, że rozmowa zeszła na tematy okołoporodowe, przypominałam sobie, że moja gruba dupa jest mi sterem i okrętem. Nie zniosłabym kolejnej wojny o karmienie i najlepszy poród, ale na bank zniosę jeszcze jedną pizzę.

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń nie jest przypadkowe 🙂

 

 

 

Memożenada

Jedną z najbardziej żenujących rzeczy w internecie XXI wieku, są naszprycowane infantylnością memy dla mam… Nie mieści mi się w głowie, że najbogatsze, najlepiej zarabiające na matkach strony o macierzyństwie, uskuteczniają taką paradę głupoty. Co gorsza czym głupszy mem, tym więcej lajków. Rozumiem targety, hajsy, zasięgi, a nawet żerowanie na rozszalałych hormonach. Rozumiem branie na litość i inne kretyńskie pomysły adminów tych stron, jak na przykład naciąganie na publiczne zwierzenia, ale apeluję: MIEJCIE WY LITOŚĆ! Istnieją granice dobrego smaku. Ja rozumiem, że wy macie bekę z matek bez limitu i ryzyka zgłoszenia waszej strony, ale przynajmniej szanujcie odbiorcę, który klika w te wasze dupne artykuły nabijając wam konto w banku. Ja rozumiem że jesteście młodzi, że drzecie tam łacha czytając komentarze, ale jako studenci moglibyście się  choć trochę przyłożyć 🙂

I tutaj zasadniczo mogłabym triumfalnie zakończyć ten wpis, ale postanowiłam że się nie poddam. W porządku, już tłumaczę. Być może mój umiarkowany feminizm ma z tym coś wspólnego. Być może moje zażenowanie jest spotęgowane, ciągłą (wewnętrzną) walką o resztki honoru kobiety w social mediach oraz w świecie realnym. Niestety już teraz oczyma wyobraźni, widzę miliony infantylnych, przesłodzonych, uwłaczających godności kobiety, różowych, debilnych cholerstw, które ze zdwojoną siłą wypłyną w zmasowanym ataku już w tym miesiącu. Przypuszczam że istnieją osoby, które w podobny sposób reagują na wszelkie życzenia czy obrazki, okraszone częstochowskim rymem…. Dostają gęsiej skórki na widok tańczącej, połyskującej dupy Mikołaja lub na standardowe Dzień Dobry! Miłego Dnia! wkomponowane w filiżankę kawy, którą trzyma średniowieczny miś w kapeluszu. Ja właśnie tak reaguję na memy dla mam. Problem z memami jest taki, że te zawierają jakąś treść… (treść która ma przemówić do serca, bo na pewno nie do rozumu), lub co gorsza – mają zawierać jakąś mądrość. Tutaj oblewa mnie zimny pot i puszczają zwieracze… Znacie to uczucie kiedy oglądając telewizję w geście zażenowania, zasłaniacie twarz książką lub poduszką? A jednocześnie dyskretnie pozwalacie gałkom ocznym rejestrować  żenaderię, bo jesteście jednak ciekawi z natury? Tak bardzo ciekawi, że nawet zbieracie się na odwagę i klikacie w komentarze? Jeśli tak, to jesteśmy w domu. Mam tak samo.

Pozwólcie mi więc przytoczyć kilka autentycznych treści memów, skierowanych specjalnie do rodzicielek. Dodam jedynie, że każdy z zacytowanych, osiągnął więcej niż kilka tysięcy lajków na jednej z najpopularniejszych stron skupiających…kobiety. Pragnę podzielić się moimi odczuciami, które kotłują się w mojej głowie w trakcie ich czytania, oraz moim bólem egzystencjalnym po ich przeczytaniu. Sama cierpieć nie będę…

Przykład numer jeden:

Godzina 22:00 dylemat mamy – sprzątać dom czy odpoczywać?

Moja pierwsza myśl: zdecydowanie sprzątać! W końcu Jezus nigdy nie śpi. Sprawdza okna, a pod osłoną nocy wącha meblościanki. Kciukiem maca czy paprotka podlana. Nie po to Bóg stworzył anioła, żeby się anioł bał mycia kibla po 22:00. A matka to anioł. Odwagi matki! Odwagi! Jeszcze żadnej zołzie czy tam innej kobiecie bez serca, korona z głowy nie spadła – bowiem wystarczy ją poprawić, wziąć się w garść i do dzieła! Nie ma że boli. W końcu jesteś super mamą, tak?… Robotem kuchennym, odkurzaczem, zmywarką, wredną suką – a te mają power! Nie dla nich sen czy odpoczynek – BO SEN JEST DLA SŁABYCH. Prawdziwa matka to zawsze matka – 24/7!  Miłość do dziecka jest jak paliwo rakietowe, możesz zasuwać na pełny zegar! Jeśli natomiast jesteś ze Szlachty która nie pracuje, to nie myj. Odpoczywaj. Wystarczy ci stresów związanych z dostępnością szerokiej gamy gier na Facebooku. Jak to mówią: facebookowe grządki same się nie opielą. Czasami brak wirtualnej marchwi, może się odbić na zdrowiu.

…i następny:

Badania dowodzą, ze 9 na 10 dzieci swoją wspaniałość dziedziczy po mamie.

Kaszlę. Duszę się .Ykh Ykh!

Wracając do tematu… Czy naprawdę istnieją jednostki które wierzą, że w akcie tworzenia nowego życia, udział mężczyzny jest konieczny raz na dziesięć przypadków? Jakieś trzy tysiące kobiet zgodnie, za pomocą lajka potwierdziło że tak. I naturalnie rozumiem wciskanie matkom kitu. Rozumiem całą tą szopkę z mitem Matki Polki jako najlepszej i najwspanialszej matki na świecie, ale litości! Jeśli zagłębicie się w ich wojny internetowe, szybko zrozumiecie, że to dziedziczenie wspaniałości może wywołać skutek uboczny omawianego zjawiska, delikatnie ujmując – ZAGŁADĘ PLANETY. Jeśli dzieci mają dziedziczyć pokłady agresji, hormonalnych wybuchów złości o potędze bomby w Hiroszimie, to czas osiedlać się na Marsie. Jednym słowem…<facepalm>  Ja się pytam: ile alko jest potrzebne, aby wymyślić takiego czopka na matczyne zatwardzenie? Hę? Niegrzeczni studenci, no zlałabym po pupci!

Teraz uwaga:

Mama byłaby zdolna wymyślić szczęście, aby je dać swoim dzieciom.

To akurat jest moje ulubione zdanie od momentu jego odkrycia. Od razu (zapobiegawczo)  wymyśliłam sobie worek pieniędzy. W końcu szczęście dzieci kosztuje. Kiedy dzieci są głodne, wymyślam nowe danie i w myślach je im podaję. Dzieci mieszkają w wymyślonym domu, mają wymyślone zabawki i niezbędne przybory szkolne. Absolutnie genialny mem! Dzięki niemu, wymyślam dzieciom szczęście każdego dnia! Niech sąsiedzi wiedzą jaki mama ma gest! Nic dodać, nic ująć i niech się żaden filozof nie wypowiada, bo pewnie nie ma dzieci (i niczego lepszego nie wymyśli). Mój Najdżel kocha jazdę na wymyślonym rowerku, a Odri cieszy się z wymyślonej książki. Szach mat materialistki!!! Ten mem to woda na młyn koniunktury 🙂

I dalej:

Jesteś mamą, kiedy publiczne wąchanie pupy swojego dziecka uważasz za normalne. Ba! nie tylko normalne, ale i obowiązkowe!

Za każdym razem kiedy widzę tego mema, mam przed oczyma taką sytuację: Piękna restauracja, mama wraz koleżanką i około półtorarocznym dzieckiem kończą miły posiłek. W pewnym momencie, mama bierze chłopca na ręce, odwraca go tyłem do siebie i wącha mu odbyt. Po dokładnym zaciągnięciu się aromatem uwięzionym w pieluszce, z zachwytem zwraca się do synka: Ale smród! Mój bobo zjadł jak Tadzio, a zesrał się jak Tadek na budowie!!! W tym momencie wszyscy goście w restauracji wstają i zaczynają klaskać. Kelnerzy w przypływie emocji trzymają się za ręce, raz po raz ocierając łzy wzruszenia. Na środku sali pojawia się tęcza i różowy jednorożec. W kącie sali zaczyna tańczyć homar. Tysiące różowych balonów unoszą się ku niebu, a anegdotka krąży wśród domowników przy każdej rodzinnej imprezie. Magia wąchania kupy. O tym właśnie jest ten mem. Dlatego nie zdziwię się, jeśli po sieci zaczną krążyć takie cuda: Jesteś żoną, kiedy w pośpiechu zaciągasz się zapachem brudnych bokserek męża i uważasz to za normalne. Ba! nie tylko normalne, ale i obowiązkowe!

BO JESTEŚ MATKĄ...

 

 Tych i podobnych frazesów są setki. Połowa to narzekanie na brak snu, czasu dla siebie lub okrutnego losu rodzicielki. Ja się pytam: Czy macierzyństwo ma jakieś jasne strony? Chyba nie bardzo… Jednak memy dla mam spełniają również inną rolę: jesteśmy w stanie określić z kim polemizujemy. Kiedyś zdarzyło mi się usłyszeć kilka soczystych komentarzy na temat moich poglądów. Przez moment myślałam, że rozmawiam z siedmiomiesięcznym dzieckiem, ale okazało się jednak że to mama. Pani weszła na mój profil i stwierdziła, że albo nie mam dzieci, albo są brzydkie i się wstydzę. Kiedy już całkowicie straciła nad sobą kontrolę, groziła że naśle na mnie swojego męża. Upierała się, że jest bardzo szczęśliwa i że zazdroszczę jej szczęścia. Postanowiłam zachować się jak rasowa matka i uczyniłam to samo. Moim oczom ukazały się memy, cytuję: Cholerna bezsilność duszy, gdy zasługujesz na kogoś lepszego. I dalej: Na zewnątrz lwica, w środku mała dziewczynka, Uśmiech dziecka ci wszystko wynagrodzi. Po tym nastąpił ciąg wyników Farm Heroes, aż udało mi się natrafić na: Zabrałaś sobie śmiecia, ale szczęścia mi nie zabierzesz.

Szach mat. Dalsza dyskusja nie miała sensu. Niby głupie te memy…ale ile możemy dowiedzieć się o innych. Zapraszam na portale dla mam. Tam kobiety, nie mają żadnych tajemnic. I jeśli nawet w memie jest mało treści, komentarze Wam wszystko wynagrodzą. Mem ma niesamowitą siłę i magię. Siłę – bo zasięg postów się zwiększa i magię – w magiczny sposób jesteśmy się w stanie doliczyć szwów po porodzie.

Niech żyją memy? Niech umrą memy? Oto jest pytanie.